Konferencja niekoniecznie świętej trójcy – #wKołoŻycia

Możesz mnie wspomóc poprzez Fundację Avalon.

Konferencja niekoniecznie świętej trójcy

Spodobała Ci się OpinioLogia lub jej część? Poleć ją innym!

Konferencja naukowa, na którą wszyscy trzej zostali zaproszeni, dla każdego z nich była ogromnym wyróżnieniem. Dla całej trójki była ona czymś, na co czekali przez całe swoje zawodowe życie. I choć nie było ono za specjalnie długie, to i tak wszyscy trzej – może bardziej podświadomie, niż świadomie – oczekiwali tego wszystkiego co działo się właśnie w ich życiu.

Reklamy

Poprzednio: #wKołoŻycia – wstęp do historii przyszłych, choć nieobcych

Bo niby niepełnosprawność w epoce, w której żyli była czymś normalnym i oczywistym. Była jedną z cech, które posiada każdy człowiek. Mimo to, stanowiła ona nadal temat, który zajmował bardzo wiele dyscyplin naukowych. Zajmowały się nią zarówno nauki społeczne, jak i stricte techniczne. Oczywiście medycyna z wieloma swoimi gałęziami, z fizjoterapią na czele, nadal wiodły tu swoisty prym.

Może Cię zainteresować: sprzęt do rehabilitacji dla osób niepełnosprawnych

Coraz częściej podchodzono do niej interdyscyplinarnie, analizując różnorakie aspekty, czynniki i warunki, w których ona funkcjonowała. Biorąc w tym miejscu jako przykład nauki społeczne, nie interesowały się już nią tylko pedagogika, psychologia czy prawo. Stała się ona znacznie ważniejsza, niż kiedykolwiek była dla socjologii. A politologia i antropologia w ostatnich latach – jak się wielu wydawało – zaczęły odkrywać ją na nowo.

Stąd wielki boom na liczne opracowania, programy popularno-naukowe, debaty oraz konferencje. Ta, która odbywała się obecnie, skupiała ludzi, którzy o niepełnosprawności wiedzieli najwięcej. Towarzyszyła im ona bowiem każdego dnia i nocy – w każdej sekundzie życia.

Niepełnosprawność jednak nie była jedynym kryterium, które upoważniało do wzięcia udziału w konferencji. Ważne były natomiast sukcesy w danej dyscyplinie naukowej, które pomimo właśnie niepełnosprawności udało się osiągnąć poszczególnym prelegentkom i prelegentom. To, że stała się ona ważna dla naukowców, którzy dotąd zbytnio się nią nie interesowali, stanowi tutaj pierwszy aspekt.

Drugim jest z kolei fakt, że – bez względu na reprezentowaną przez siebie dyscyplinę naukową – występujący podczas konferencji badacze i praktycy sami żyli z daną niepełnosprawnością. Jedni nabywali ją na pewnym etapie swojego życia, inni po prostu się z nią rodzili.

Konferencja naukowa początkiem przygód trzech niekoniecznie świętych

– Nasza konferencja naukowa – rozpoczął swoje wystąpienie podsumowujące profesor Warhziuka – kończy się dla nas niesłychanie pomyślnie. – Daje nam ona bowiem asumpt – kontynuował – do dalszego działania. – Pogładził swoją szpakowatą brodę i mówił dalej: – Mowa jest tutaj o projekcie badawczym, którego celem będzie poznanie świata pod kątem dostępności. Troje wyznaczonych przez nas wybrańców zwiedzi wspólnie pięć wybranych państw i oceni ich dostępność pod kątem potrzeb osób z niepełnosprawnościami. Zanim to się jednak stanie, muszą oni opracować specjalny projekt – swoisty plan działania.

Profesor postawił w tym miejscu na trzy indywidualności. Trzech praktyków niepełnosprawności z różną wiedzą, z różnym doświadczeniem życiowym i z różnym podejściem do niej. Owymi trzema wspaniałymi okazali się być: Wiktor Ptak, Leon Kosacki oraz Nikodem Bykajowicz.

Wiktor Ptak

Nieuchronnie zbliżał się do ukończenia czterdziestego roku życia, co go bardzo przerażało. Nie miał nic przeciwko dojrzałości, przeciwnie – uważał ją nawet za coś nobilitującego. Dojrzały człowiek zna życie lepiej, wie, czego się po nim spodziewać i czego jeszcze może od niego oczekiwać. Jednak czy ukończenie czterdziestego roku życia można nadal utożsamiać z osiągnięciem statusu człowieka dojrzałego? Emocjonalnie, społecznie czy pod każdym innym względem.

Od dawien dawna była już to wyłącznie kwestia umowna, jakże bardzo relatywna… Są to czasy dziwne, coraz mocniej zawirowane i jednocześnie zwariowane. Dawne wartości, które potrafiły trzymać świat w jako takich ryzach, już dawno zostały porzucone przez zamieszkujące go narody i społeczeństwa. I o ile istnienie terminu naród udało się jeszcze jako tako utrzymać – oczywiście w postaci pustego pojęcia – o tyle społeczeństwo obywatelskie coraz bardziej zaczynało być czymś schyłkowym.

Dlatego też Wiktor Ptak uważał, że choć świat nieustannie posuwa się do przodu, to jego dojrzałość jest coraz bardziej odwrotnie proporcjonalna chociażby w stosunku do osiągnięć technologicznych, które na każdym kroku ułatwiały funkcjonowanie – również takim osobnikom, jak on. Z wykształcenia był magistrem politologii. I może głównie dlatego tak bacznie obserwował rzeczywistość, która go otaczała. Interesował się polityką. Ona sama już dawna przestała być rozumiana jako: wieloaspektowe i wielowymiarowe zjawisko społeczne. W takim ujęciu ma ona szczególny wpływ na funkcjonowanie samego społeczeństwa – jako monolitu – a także jego poszczególnych dziedzin, grup i jednostek.

Od kilku dekad istota polityki opierała się głównie na trwaniu u władzy jednej z partii. Społeczeństwo przestało już być wspomnianym monolitem. Coraz większy nihilizm to najlepszy opis rzeczywistości. Rzeczywistości, przed którą swego czasu przestrzegał i której tak niesłychanie się obawiał. Jak się niedługo okazało – słusznie.

Niejako nie miał wyboru. Musiał często przedkładać to, co publiczne na rzecz tego, co prywatne, a nawet osobiste. MPD, towarzysząca mu spastycznośćodruch Moro nie były – jakby mogło się na pierwszy rzut oka wydawać – w tej kwestii decydujące. Rzeczywistość, w której żył, sprawiała, że to, co się dzieje w polityce, komentował sporadycznie. Poza copywritingiem, który dawał mu niezależność finansową, działał także pro publico bono, zajmował się niepełnosprawnością – jako zjawiskiem społecznym, a nawet politycznym. Jak zatem można się domyśleć, i tutaj nie zawsze udawało się pominąć samej polityki. Kluczowe było w tym miejscu twierdzenie jednego z profesorów prawa, z którym zgadzał się w całej rozciągłości: nie wszystko, co publiczne, jest polityczne.

Ogromnym zaskoczeniem był zatem dla niego fakt zaproszenia go przez profesora Warhziukę na konferencję naukową. Ale to właśnie ta konferencja miała okazać się początkiem przygody, w którą wyruszy wkrótce ze swoimi dwoma nowo poznanymi towarzyszami.

Konferencja niekoniecznie świętej trójcy

Konferencja niekoniecznie świętej trójcy

Leon Kosacki

Wiekowo zbliżony do Wiktora – w zasadzie można stwierdzić, że byli równolatkami. Jako magister inżynier informatyki, będący świetnym programistą, był dla wielu przykładem na to, że osoby żyjące z zespołem Downa mogą więcej, niż się to wydaje tym, którzy zamiast po wiedzę i możliwość poznania drugiego człowieka, chętniej sięgali po stereotypy. Trzeba jednocześnie przyznać, że na przestrzeni ostatnich lat zespół Downa coraz bardziej dołączał do zbioru tych niepełnosprawności, które postrzega się przede wszystkim jako cechę, nie zaś barierę czy wręcz hamulec w czymkolwiek.

Leon to człowiek kochający życie i ludzi – bez względu na liczne krzywdy i przeciwności losu, które na swojej drodze napotykał. Ale to, co tracił, było niczym w stosunku do tego, co otrzymywał. Głęboko wierzący katolik, idealista, który potrafił przyciągnąć do siebie innych. Niejako patrząc z zewnątrz, należy stwierdzić, że największym sukcesem, wynikającym z owego przyciągania, było małżeństwo Leona z Sylwią, które dwa lata temu (oczywiście przede wszystkim z ich punktu widzenia) zmieniło się w pełną rodzinę – w momencie, gdy na świat przyszedł syn Szymon.

Bo to właśnie dla niego – umiarkowanego konserwatysty rodzina jest najważniejsza. Wierny swym przekonaniom katolickim, choć postępowania w ostatnich dekadach licznych hierarchów kościelnych, jak i najzwyklejszych duchownych nie były ku temu – najdelikatniej rzecz ujmując – zachęcające.

– Wierzę w siłę nadziei, jaką daje mi religia – mawiał często – i moc, którą upatruję w tradycji. – Nie ignoruję przy tym licznych patologii, które mają miejsce w Kościele Katolickim – podkreślał często w dyskusjach, w których chętnie brał udział. Wiedział, że wiele aspektów wymaga naprawy. Nie wyobrażał sobie jednak życia społecznego bez znaczącej roli swojego Kościoła.

Zgoła innego zdania byli natomiast Wiktor i Nikodem.

Nikodem Bykajowicz

Pragmatyk i ekstrawertyk o narcystycznym usposobieniu. Człowiek, który lubi wieść prym niemal wszędzie tam, gdzie się pojawi. A pojawia się często w różnych miejscach – zarówno w bardziej, jak i mniej formalnych rolach.

Pewności siebie dodawał mu niewątpliwie status zawodowo-społeczny, który osiągnął, sięgając często po nie do końca moralne sposoby działania. Wypracował je sobie już podczas studiów. Raz udawał atak epilepsji, której oczywiście nie miał, podczas egzaminu z prawa rzymskiego, w przygotowaniu do którego przeszkodziły mu liczne imprezy. Efekt? Ocena dobra z plusem – i to chyba głównie dlatego, że młoda i atrakcyjna pani doktor miała do niego dziwną słabość. Innym razem urokowi Nikodema uległa niezwykle seksowna koleżanka z roku. Blondynka o długich nogach i falującym biuście zwracała uwagę studentów (niekiedy też studentek) oraz wykładowców. Pewnego razu poprosił ją o pomoc w zaliczeniu kolokwium z prawa cywilnego. Kierując się wrodzoną empatią i urokiem osobistym Nikodema, chętnie zgodziła się mu pomóc. I faktycznie – zaliczył! Nie tylko kolokwium…

Wybryki Nikodema wywoływały dla niego samego różne skutki. Zdaną przez siebie maturę postanowił uczcić ekstremalną jazdą na motocyklu. I tutaj miał więcej szczęścia niż rozumu. Złamanie bowiem kręgosłupa na odcinku niskim lędźwiowym posadziło go co prawda na wózek inwalidzki, lecz nie odebrało mu w najmniejszym stopniu sprawności funkcjonalnej. Po krótkiej traumie szybko wrócił do siebie. Zdał na studia prawnicze. Z właściwym dla siebie wdziękiem nie tylko ukończył je z wyróżnieniem. Zrobił doktorat i aplikację radcowską. Prowadził własną kancelarię, wykładając jednocześnie na uczelni. Studentom, którzy zdobyli jego uznanie chętnie dawał zaliczenia. Studentki natomiast – te, które były według niego szczególnie uzdolnione – chętnie zaliczał. Można przez to stwierdzić, że pozostał wierny ideałom swojej młodości, której tak naprawdę nie porzucił.

Swoiste relacje z płcią piękną

Będzie o nich znacznie więcej w dalszych częściach niniejszej powieści. W tym miejscu należy tylko pokrótce wspomnieć o statucie związkowo-emocjonalnym całej trójki. Wiktor to człowiek po przejściach, który nie chce się już angażować w żadne relacje z kobietami – przynajmniej nie teraz, nie na tym etapie swojego życia. Ale seks jest nadal dla niego czymś bardzo ważnym – jedną z elementarnych potrzeb, które dotyczą nas wszystkich. Dlatego też tak chętnie korzysta z usług prostytutek i nieformalnych wciąż w jego kraju asystentek seksualnych, które inne państwa już od kilku dziesięcioleci finansują osobom z niepełnosprawnościami. Zaangażowanie emocjonalne to dla niego luksus, na który parę lat temu – po kilku przeżytych perypetiach miłosnych – przestał sobie pozwalać. Z romantyka stał się więc chłodnym, a nawet nieco cynicznym pragmatykiem.

Całkowitym jego przeciwieństwem był na pewno Leon. Szczęśliwie zakochany w Sylwii, która od samego początku była pod jego wrażeniem. Piękna, smukła brunetka, którą oczarował na drugim roku studiów, gdy razem zdawali egzamin z czterowymiarowych systemów zarządzania treściami. Miły, otwarty na ludzi, empatyczny, zawsze chętny do pomocy innym mężczyzna, który zawsze był i nadal jest niezwykle szarmancki wobec kobiet. Ujął ją swoją nadzwyczajną wiedzą, która obejmowała bardzo wiele dziedzin, a także intelektem, ciekawością świata i wesołym usposobieniem.

Nikodema – pod względem relacji z kobietami – należy uznać za średnią między Wiktorem a Leonem. Szybko zdobywał serca kobiet, w których zakochiwał się na zabój – oczywiście dopóty, dopóki nie znalazła się kolejna niewiasta, która nagle okazywała się być godniejszą jego uczuć. Czy się nimi bawił? Tak tego bym nie oceniał. Nikodem za każdym razem autentycznie wierzył, że to ta jedyna, by w efekcie ostatecznie uznać: – Cóż… W końcu kobieta zmienną jest.

Wesprzyj autora tej powieści

Jeżeli chcesz, możesz wesprzeć autora tej powieści, przekazując mu 1% swojego podatku.

UWAGA! Jest to materiał promocyjny. Podobną reklamę na OpinioLogii możesz mieć, pisząc do mnie na adres: reklama@opiniologia.pl

Konferencja początkiem ich wspólnej przygody

Przygody, która połączyła ze sobą te trzy barwne osobowości. Momentami tak różne, a momentami tak podobne do siebie. Niejednokrotnie nie zabraknie między nimi ostrego tarcia, jak też wielkiego wsparcia. Poznamy ich lepiej w kolejnych częściach powieści #wKołoŻycia,

O tym, kiedy każda z nich ujrzy światło dzienne dowiecie się z Fanpage’a OpinioLogii – www.facebook.con/opiniologia. Wystarczy go polubić i na bieżąco śledzić. 🙂

Następnie: Pragnienia i emocje, które nami targają – #wKołoŻycia


Grafika:

Konferencja niekoniecznie świętej trójcy – #wKołoŻycia

Na zdjęciu (po lewej stronie) widzimy czarny owal imitujący koło, a w nim czarny hasztag #wKołoŻycia

Po prawej stronie znajdują się natomiast następujące informacje:

Tytuł części powieści: Konferencja niekoniecznie świętej trójcy
Autor: Wojciech Kaniuka
Logo OpinioLogia.pl na pomarańczowym tle
Autor grafiki: Wojciech Kaniuka

Opracowanie: Wojciech Kaniuka – OpinioLogia.pl

Wasze komentarze

Możesz mnie wspomóc poprzez Fundację Avalon.