Osoba niepełnosprawna a grupy i role społeczne

Spodo­ba­ła Ci się Opi­nio­Lo­gia lub jej część? Poleć ją innym!
niepelnosprawny

Oso­ba nie­peł­no­spraw­na Flickr.com

Czło­wiek według Ary­sto­te­le­sa jest stwo­rze­niem stad­nym. Ozna­cza to – w wiel­kim skró­cie, oczy­wi­ście, będą­cym zale­d­wie jed­ną z nie­skoń­cze­nie wie­lu inter­pre­ta­cji myśli grec­kie­go filo­zo­fa – iż każ­dy z nas ma wro­dzo­ną potrze­bę funk­cjo­no­wa­nia w gru­pie, a wła­ści­wie w kil­ku gru­pach jed­no­cze­śnie.

Przy­jąć moż­na utar­ty – powie­dział­bym nawet, że nie­co sche­ma­tycz­ny – model funk­cjo­no­wa­nia jed­nost­ki w spo­łe­czeń­stwie,  któ­ry wyglą­da nastę­pu­ją­co: rodzi­na – pra­ca – życie towa­rzy­skie i roz­ryw­ko­we. W sche­ma­cie tym funk­cjo­nu­je więk­szość ludzi, choć rzecz jasna nie jest on uni­wer­sal­ny dla wszyst­kich. Mamy cho­ciaż­by ludzi (z wybo­ru lub nie) samot­nych, czę­sto w dzi­siej­szych cza­sach okre­śla­nych mia­nem sin­gli. Cenią oni sobie swo­bo­dę i nie­za­leż­ność. Ci dru­dzy nato­miast nie­ustan­nie poszu­ku­ją szczę­ścia w posta­ci dru­giej oso­by. Moż­na w tym miej­scu podać rów­nież przy­kład ludzi bez­ro­bot­nych, któ­rych tak­że – według mojej oce­ny – podzie­lić moż­na na dwa zbio­ry: fak­tycz­nych bez­ro­bot­nych, któ­rzy aktyw­nie poszu­ku­ją pra­cy, lecz mają pro­blem z jej zna­le­zie­niem, i paten­to­wa­nych leni, któ­rzy żyją celo­wo na zasił­ku, żeru­jąc tym samym na resz­cie spo­łe­czeń­stwa. Przy­kła­dów życia poza przed­sta­wio­nym prze­ze mnie sche­ma­tem może być w zasa­dzie nie­skoń­cze­nie wie­le. Nie sta­no­wią one jed­nak przed­mio­tu moich roz­wa­żań.


Przyj­mu­jąc wyżej zapro­po­no­wa­ny sche­mat za wła­ści­wy, w dość pro­sty spo­sób przed­sta­wić moż­na miej­sce oso­by nie­peł­no­spraw­nej rucho­wo, któ­ra poru­sza się na wóz­ku, może też mieć nie­spraw­ne (bądź nie do koń­ca spraw­ne) ręce lub/i mniej­sze bądź więk­sze pro­ble­my z mową, lecz jest jed­no­cze­śnie w peł­ni spraw­na umy­sło­wo, w spo­łe­czeń­stwie – jako mono­li­cie jak i w poszcze­gól­nych jego gru­pach – oraz role spo­łecz­ne, jakie oso­ba ta odgry­wa czy też odgry­wać powin­na, względ­nie chcia­ła­by to czy­nić. Pra­ca, któ­ra sta­no­wi dru­gi ele­ment moje­go sche­ma­tu, postrze­ga­na jest przede wszyst­kim jako zaję­cie zarob­ko­we, mają­ce zapew­nić czło­wie­ko­wi byt, bez­pie­czeń­stwo, nie­za­leż­ność, samo­dziel­ność, samo­re­ali­za­cję, z pra­wem do god­no­ści oso­bi­stej włącz­nie. W przy­pad­ku oso­by nie­peł­no­spraw­nej ma ona jesz­cze jeden, jak­że spe­cy­ficz­ny, wymiar. Jest ona bowiem for­mą reha­bi­li­ta­cji tudzież tera­pii. Zatrud­nie­nie jest nie­jed­no­krot­nie dla oso­by z nie­peł­no­spraw­no­ścią tym samym, czym zdo­by­cie szczy­tu Mont Eve­rest dla hima­la­isty. Pra­ca może być nie­jed­no­krot­nie w tego typu przy­pad­kach mier­ni­kiem war­to­ści czło­wie­ka.


Poziom bez­ro­bo­cia wśród osób nie­peł­no­spraw­nych jest nadal dużym pro­ble­mem spo­łecz­nym, a jed­no­cze­śnie jego zmniej­sze­nie sta­no­wi ogrom­ne wyzwa­nie dla władz pań­stwo­wych, samo­rzą­dów tery­to­rial­nych, biz­ne­su oraz orga­ni­za­cji poza­rzą­do­wych – tzw. trze­cie­go sek­to­ra. Nie­wąt­pli­wie postęp tech­no­lo­gicz­ny sprzy­ja zwięk­sza­niu zatrud­nie­nia wśród osób nie­peł­no­spraw­nych, cze­go mode­lo­wym wręcz przy­kła­dem jest tele­pra­ca. Pozwa­la ona na pod­ję­cie zatrud­nie­nia oso­bom nawet z bar­dzo znacz­ny­mi nie­peł­no­spr­sw­no­ścia­mi, nie zawsze jed­nak speł­nia­jąc ich ambi­cje. Powszech­nym zja­wi­skiem jest fakt, iż oso­by z wyż­szym wykształ­ce­niem mają pro­blem ze zna­le­zie­niem zatrud­nie­nia. Doty­czy to zarów­no osób peł­no­spraw­nych jak i nie­peł­no­spraw­nych. Pro­blem doty­ka głów­nie absol­wen­tów kie­run­ków huma­ni­stycz­nych, takich jak choć­by socjo­lo­gia, pra­wo czy poli­to­lo­gia.


Na ryn­ku pra­cy bra­ku­je ofert dla tego typu spe­cja­li­za­cji – tak w for­mie zatrud­nie­nia sta­cjo­nar­ne­go jak rów­nież poprzez tele­pra­cę. Na w mia­rę atrak­cyj­ną pra­cę zdal­ną mogą dziś głów­nie liczyć pro­gra­mi­ści i tele­mar­ke­te­rzy. Nie są to jed­nak ofer­ty, któ­re były­by dostęp­ne dla więk­szo­ści osób – zarów­no ze wzglę­du na rodzaj wykształ­ce­nia jak i rodzaj oraz sto­pień nie­peł­no­spraw­no­ści. I tak na przy­kład poli­to­log nie ma szans zatrud­nie­nia na sta­no­wi­sku pro­gra­mi­sty czy webma­ste­ra, jak też oso­ba z głę­bo­ki­mi zabu­rze­nia­mi mowy nie zosta­nie nigdy zatrud­nio­na w tele­mar­ke­tin­gu. Mogą one liczyć jedy­nie na pra­cę w bran­ży info­bro­ker­skiej, któ­ra jest dale­ce poni­żej pozio­mu (o kie­run­ku już nie wspo­mi­na­jąc) zdo­by­te­go przez nich wykształ­ce­nia. Pozo­sta­je w tym miej­scu tyl­ko zaape­lo­wać do kla­sy rzą­dzą­cej i władz uczel­ni wyż­szych, aże­by tzw. kie­run­ki „bio­rą­ce” były coraz bar­dziej dostęp­ne w try­bie e-lear­ning.

 

Aktyw­ność — zawo­do­wa i spo­łecz­na

Wła­śnie e-lear­ning i tele­pra­ca coraz czę­ściej sta­ją się głów­ny­mi, jeśli nie jedy­ny­mi, for­ma­mi aktyw­no­ści spo­łecz­nej, jakie dostęp­ne są oso­bom ze znacz­ną nie­peł­no­spraw­no­ścią. Ich zale­ta­mi są nie­wąt­pli­wie szyb­ka i łatwa dostęp­ność, brak koniecz­no­ści wycho­dze­nia z domu, a co za tym idzie – omi­ja­nie wszel­kich barier komu­ni­ka­cyj­nych jak i archi­tek­to­nicz­nych. Trze­ba powie­dzieć, nie­ste­ty, tak­że o wadach e-lear­nin­gu i tele­pra­cy zwłasz­cza. Pomi­nę w tym miej­scu takie „deta­le”, jak choć­by koniecz­ność bie­ga­nia na pocz­tę z każ­dym wnio­skiem urlo­po­wym czy potwier­dze­nie auten­tycz­no­ści każ­de­go zło­żo­ne­go przez pra­cow­ni­ka (lub oso­bę przez nie­go do tego upo­waż­nio­ną) pod­pi­su u nota­riu­sza. Dla mnie oso­bi­ście naj­więk­szą wadą tych dwóch zja­wisk jest alie­na­cja. Nie moż­na więc mówić o peł­nej inte­gra­cji spo­łecz­nej w przy­pad­ku tele­pra­cow­ni­ków. Kon­tak­ty pomię­dzy nimi ogra­ni­cza­ją się zazwy­czaj do „suchych” kon­tak­tów służ­bo­wych. Trud­no jest zawie­rać nawet naj­luź­niej­sze for­my zna­jo­mo­ści, gdyż jeste­śmy skru­pu­lat­nie roz­li­cza­ni nie tyl­ko z efek­tów, lecz rów­nież z prze­pra­co­wa­nych godzin. Na ogół czy­nio­ne jest to przez spe­cjal­nie stwo­rzo­ny sys­tem infor­ma­tycz­ny.

Nie może być więc zgo­dy na to, aże­by oso­ba nie­peł­no­spraw­na wyko­nu­ją­ca tele­pra­cę uwa­ża­na była za w peł­ni zin­te­gro­wa­ną i zak­ty­wi­zo­wa­ną spo­łecz­nie. A ma to, nie­ste­ty, miej­sce w obec­nym sys­te­mie praw­nym. Oso­by pra­cu­ją­ce zdal­nie mają choć­by nikłe szan­se na uczest­nic­two w róż­ne­go typu pro­jek­tach pro­wa­dzo­nych mię­dzy inny­mi przez orga­ni­za­cje poza­rzą­do­we – jak choć­by obo­zy aktyw­nej reha­bi­li­ta­cji, pod­czas któ­rych czło­wiek dosta­je szan­sę popra­co­wa­nia nad sobą w aspek­cie psy­cho­fi­zycz­nym, spo­łecz­no-kul­tu­ro­wym, z zawie­ra­niem nowych zna­jo­mo­ści, a nawet wię­zi emo­cjo­nal­nych włącz­nie.


Funk­cjo­no­wa­nie w nawet naj­bar­dziej kocha­ją­cej i wspie­ra­ją­cej się rodzi­nie nie jest w sta­nie zapew­nić doro­słe­mu czło­wie­ko­wi nie­peł­no­spraw­ne­mu zaspo­ko­je­nia jego ele­men­tar­nych potrzeb. Nie zamie­rzam ukry­wać, że cho­dzi mi w tym momen­cie przede wszyst­kim o emo­cjo­nal­ność w kon­tak­tach inter­per­so­nal­nych (innych niż rela­cje stric­te rodzin­ne) jak i o sek­su­al­ność, któ­ra czę­sto błęd­nie postrze­ga­na jest jako akt zbo­cze­nia i dewia­cji. Seks bowiem jest jed­ną z pod­sta­wo­wych (fizjo­lo­gicz­nych) potrzeb czło­wie­ka. W celu potwier­dze­nia mojej tezy zachę­cam do zapo­zna­nia się z pira­mi­dą potrzeb Abra­ha­ma Masło­wa (Hie­rar­chia potrzeb – Wiki­pe­dia, wol­na ency­klo­pe­dia: http://pl.wikipedia.org/wiki/Hierarchia_potrzeb, stan na dzień 4.04.2016). Nie­moż­li­wość zaspo­ko­je­nia tych­że potrzeb może sta­no­wić poważ­ne zagro­że­nie dla zdro­wia tak fizycz­ne­go jak i psy­chicz­ne­go. Może dojść bowiem do cho­rób płcio­wych – z jed­nej stro­ny i zabu­rzeń psy­chicz­nych – z dru­giej.

Bar­dzo waż­ne są tutaj tak­że takie war­to­ści, jak wol­ność oso­bi­sta, god­ność, samo­dziel­ność, swo­bo­da decy­do­wa­nia o sobie samym czy nie­za­leż­ność. W rodzi­nach osób nie­peł­no­spraw­nych mamy naj­czę­ściej do czy­nie­nia ze stra­chem i nado­pie­kuń­czo­ścią ze stro­ny naj­bliż­szych. O ile w przy­pad­ku małych dzie­ci jest to czymś w zasa­dzie nie­od­czu­wal­nym i powszech­nie akcep­to­wal­nym, o tyle w sytu­acji doro­słych nie­peł­no­spraw­nych nad­mier­na opie­kuń­czość i wiecz­ny strach o nie postrze­ga­ne są przez te oso­by jako swo­isty zamach na wyżej wymie­nio­ne war­to­ści. Rodzi to z jed­nej stro­ny poczu­cie poni­że­nia, zmę­cze­nia psy­chicz­ne­go i fru­stra­cji u same­go nie­peł­no­spraw­ne­go, z kolei przez jego naj­bliż­szych odbie­ra­ne jest to jako brak wdzięcz­no­ści i nie­do­ce­nie­nie ich wysił­ku w opie­ce nad nim.

Ist­nie­je wte­dy potrze­ba odpo­czyn­ku od sie­bie nawza­jem, cze­go abso­lut­nie nie moż­na utoż­sa­miać  li tyl­ko z rodzi­na­mi pato­lo­gicz­ny­mi, gdyż potrze­bę chwi­lo­wej zmia­ny tak oto­cze­nia jak i towa­rzy­stwa uwa­żam za coś bar­dzo natu­ral­ne­go. Nie jest to jed­nak moż­li­we, gdyż naj­więk­szą prze­szko­dę dla doro­słe­go czło­wie­ka nie­peł­no­spraw­ne­go sta­no­wi pań­stwo ze swo­im pra­wo­daw­stwem. Z jed­nej stro­ny nie pozwa­la się doro­słym oso­bom nie­peł­no­spraw­nym, któ­re potrze­bu­ją sta­łej kom­plek­so­wej opie­ki na samo­dziel­ny wyjazd do sana­to­rium, zaś z dru­giej – orga­ni­za­cje poza­rzą­do­we, będą­ce w sta­nie zaofe­ro­wać takim ludziom tego typu wyjazd, nie są w sta­nie pomóc oso­bom aktyw­nym zawo­do­wo. Docho­dzi­my więc do pew­ne­go – jak­że irra­cjo­nal­ne­go – wnio­sku: oso­ba nie­peł­no­spraw­na zachę­ca­na z całą mocą przez pań­stwo do aktyw­no­ści nie tyl­ko zawo­do­wej nie­jed­no­krot­nie bywa za nią w swo­isty spo­sób kara­na.

Pań­stwo, pra­wo i cała kla­sa poli­tycz­na (o ile jako taka jesz­cze ist­nie­je) ode­rwa­ne są od rze­czy­wi­sto­ści, któ­ra dla zwy­kłe­go czło­wie­ka sta­je się coraz bar­dziej bru­tal­na. Nie moż­na w żad­nym razie rościć tutaj więk­szych pre­ten­sji do orga­ni­za­cji poza­rzą­do­wych, gdyż tak napraw­dę zasa­dy, meto­dy i obszar ich dzia­ła­nia usta­la pań­stwo wraz z Unią Euro­pej­ską poprzez przy­zna­wa­ne środ­ki finan­so­we.

 

Foto: Flickr.com

Komentarze

komen­ta­rzy

Dodaj komentarz