Wcześniejszy wiek emerytalny. Wpadliśmy w pułapkę populizmu

Spodobała Ci się OpinioLogia lub jej część? Poleć ją innym!
Old age pensioner - Emeryt w starszym wieku Flickr.com

Old age pensioner – Emeryt w starszym wieku

Flickr.com

Wcześniejszy wiek emerytalny to – obok 500+ – przykład na to, jak łatwo wpadliśmy w pułapkę populizmu i demagogii. Był on jedną z najbardziej kluczowych obietnic, które sprawiły, że Polacy urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej oddali mało znanemu politykowi z trzeciej – albo i z czwartej – linii partyjnej Prawa i Sprawiedliwości, a samemu ugrupowaniu politycznemu resztę władzy wykonawczej, ustawodawczej – jak i tej, której w demokratycznym państwie prawa żadna partia mieć nie powinna.

Podniesienie i wyrównanie wieku emerytalnego przez rząd koalicyjny Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego dla kobiet i mężczyzn było koniecznością ze względu na aspekt demograficzny i ekonomiczny. Argumentacja arcytrudna – o ile w ogóle możliwa – do przyjęcia dla zwykłego zjadacza chleba. Kardynalnym błędem, jaki popełniła  w tej sprawie poprzednia ekipa rządząca, było zbyt słabe kładzenie nacisku na perswazję – efektywną (a może i efektowną) edukację społeczeństwa w tej materii.

Dłuższy czas pracy to konieczność. Podyktowana jest ona obroną przed niskimi emeryturami w przyszłości.

Praca wartością samą w sobie? Na Zachodzie – tak, w Polsce – niekoniecznie

Polacy przeważnie traktują pracę wyłącznie jako zajęcie zarobkowe – przykry obowiązek, który trzeba spełnić tylko po to, aby mieć środki do życia. Jest to cecha szczególnie widoczna u osób, które posiadają bardzo niski poziom wykształcenia.

Sama praca nie jest dla mnie wyłącznie zajęciem zarobkowym, choć nie ukrywam, że dążę także do pełnej niezależności finansowej. Ma ona przede wszystkim na celu umożliwić mi rozwój i samorealizację, a także ogólnie zwiększyć moją samodzielność. Jest to moim życiowym priorytetem. Zwracam także uwagę na jej społeczny oraz integracyjny aspekt. Osoba pracująca nie jest bowiem izolowana od reszty społeczeństwa. Warto o tym pamiętać, zwłaszcza jeśli chodzi o ludzi niepełnosprawnych.

Dla wielu ludzi jednak jest to codzienna walka o przetrwanie i cała masa różnych wyrzeczeń  Powodem tego może być nie tylko brak dobrego wykształcenia. Są ludzie, którzy wybrali kierunek studiów wbrew swoim zainteresowaniom  – często dla zdobycia samego dyplomu – i nie czują się kompetentni do wykonywania swojego zawodu.

Inny dramat jest wówczas, gdy aktualny rynek pracy zgłasza zapotrzebowania na wykonywanie czynności, które nie mają kompletnie nic wspólnego z naszym wykształceniem oraz zainteresowaniami.

Niezadowolenie społeczne pożywką dla populistów. Jak PiS gra wiekiem emerytalnym

Wyżej opisane sytuacje wzbudzają ogromne niezadowolenie w społeczeństwie, które szuka zawsze najprostszych rozwiązań. Wówczas do głosu dochodzą populiści, którzy są w stanie obiecać i zrealizować wszystko, co lud zechce – nawet, jeśli zaszkodzi to samemu ludowi.

Jest tak dokładnie w przypadku rządów PiS i przywrócenia poprzedniego wieku emerytalnego – 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. Spowoduje to, że w 2018 roku kobiety otrzymają emeryturę niższą o 200 złotych, a mężczyźni o 300 złotych. Różnica ta będzie rosła w kolejnych latach, ponieważ okres „pracy” składki na koncie ubezpieczonego będzie krótszy.

Rachunek za zmianę przepisów będzie musiał zapłacić już PiS. Pod koniec tej kadencji deficyt w FUS wywołany zmianami zwiększy się do 15 mld zł. Przy napiętych dziś finansach państwa bez wprowadzania nowych podatków może to pokrzyżować pomysły zwiększania wydatków na ochronę zdrowia czy MON. To dlatego ustawa wchodzi w życie w ostatnim kwartale przyszłego roku. Koszty jej wprowadzenia rozłożą się na dwa lata. Jeszcze większym wyzwaniem będzie sfinansowanie kosztów obniżenia wieku w kolejnej dekadzie. W jej połowie zbliżą się do 20 mld zł, które będą musieli znaleźć następcy obecnego rządu. Co więcej, już w wynikach przeglądu emerytalnego, jaki przeprowadził ZUS, znalazły się sugestie, że po tym, jak wiek zostanie obniżony, trzeba go będzie później… podnieść. Bo w kolejnej dekadzie bardzo szybko zmieni się na niekorzyść relacja między osobami w wieku produkcyjnym a emerytami – na koniec 2030 r. na rynku pracy będzie o niemal 1,4 mln pracujących mniej – piszą na portalu Dziennik.pl Grzegorz Osiecki i Bożena Wiktorowska.

Populizm i zaniechanie zamiast innowacji

O ile rząd Donalda Tuska, a później Ewy Kopacz, popełnił grzech zaniechania w trakcie reformy emerytalnej i jej po prostu nie dokończył, o tyle rząd Jarosława Kaczyńskiego, z Beatą Szydło w roli premiera, wprowadza antyreformę.

Prawdziwa reforma byłaby wtedy, gdyby rynek pracy – poprzez takie innowacje, jak choćby telepraca – był dostosowywany do potrzeb osób starszych i niepełnosprawnych.

Populiści jednak tego nie potrafią.

A Wy co o tym sądzicie? Zapraszam do dyskusji poniżej.

W swoim tekście wykorzystałem fragment artykułu z portalu Dziennik.pl, Grzegorza Osieckiego i Bożeny Wiktorowskiej, pt. Rząd dobrze wie, o ile spadną emerytury. Są OBLICZENIA.

Foto: Flickr.com

Komentarze

komentarzy

One comment

Dodaj komentarz