Stało się! PiS zaczyna likwidować organizacje pozarządowe

Spodobała Ci się OpinioLogia lub jej część? Poleć ją innym!
NGO Flickr.com

NGO

Flickr.com

Gdy trwał marsz PiS po władzę, ostrzegałem, że ucierpią na tym organizacje pozarządowe. Jak się okazuje, nie musieliśmy na to długo czekać. NGO-sy są jednym z ostatnich bastionów, których autorytarna władza Jarosława Kaczyńskiego jeszcze nie zdobyła. Dlatego lokajowa Szydło postanowiła to zmienić.

Szydło postanowiła „uporządkować” sytuację organizacji pozarządowych. Co to znaczy, gdy władza zaczyna robić „porządki” w trzecim sektorze? Przecież to oczywiste – chce go sobie całkowicie podporządkować.

Autorytarna władza nigdy bowiem nie zaakceptuje rzeczywistości, w której jakikolwiek podmiot społeczny, gospodarczy czy kulturowy będzie od niej niezależny. Mamy tutaj do czynienia z sytuacją, która jest wszystkim dobrze znana z historii. Nie może w państwie funkcjonować ktoś lub coś (np. jakaś organizacja pozarządowa), która nawet w niewielkiej części mogłaby odebrać posłuch „najważniejszemu”. Jego władza musi decydować o wszystkim – także o tym, kto, kiedy, komu, w jaki sposób, jak bardzo i za ile ma pomagać.

Fundacja czy stowarzyszenie, które nie będzie piewcą „dobrej zmiany” może zapomnieć o jakiejkolwiek pomocy publicznej – dotacjach, dofinansowaniach. Może się na przykład okazać, iż „niezależna i merytoryczna” kontrola wykazała, że fundacja X na organizowany przez siebie wyjazd integracyjny dla osób niepełnosprawnych zakupiła zbyt dużo pomarańczy.

Jest okazja do wymierzenia kary i obcięcia środków finansowych? Oczywiście, że jest! Nic w przyrodzie jednak nie ginie! Pieniądze zabrane fundacji X dostanie fundacja Y, dla której „dobra zmiana” jest „stanem błogosławionym”.

Narodowe Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego – czyli kontrola cnotliwości w domach publicznych

Rząd Jarosława Kaczyńskiego, na czele którego stoi Beata Szydło, zamierza powołać Narodowe Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego. To tak samo, jakby powołać organ do badania cnotliwości w domach publicznych.

Zadaniem  owego Centrum ma być zarządzanie pieniędzmi, o które będą musiały starać się NGO-sy. Czyli dostaną ci, którzy będą bezwzględnie posłuszni władzy. W takim układzie na przykład zamiast Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, która od niemal ćwierćwiecza ratuje maluchy, ostatnimi laty także seniorów, a przy okazji polską służbę zdrowia, dostanie Caritas i biznesmen Rydzyk – bo przecież NARODOWYCH, a więc SWOICH przedsiębiorców trzeba wspierać.

1 procent do likwidacji?

Gwoździem do trumny organizacji pozarządowych ma być zlikwidowanie możliwości przekazywania jednego procenta, jaki możemy oddawać im w trakcie składania zeznań podatkowych.

(…) Niektórzy sugerują, i nie bez rzetelnych podstaw, że rząd Szydło chce – w wyniku tej medialnej wojny hybrydowej z trzecim sektorem – zlikwidować także tzw. 1. proc. jaki Polki i Polacy przekazują na organizację pożytku publicznego. Co więcej, najlepszym świadectwem, że organizacje te budzą zaufanie Polaków, jest stale zwiększająca się liczba ludzi, którzy wspiera te organizacje. Dane mówią same za siebie: od 2004 roku, kiedy przekazywanie stało się możliwe, ta kwota urosła z 10 milionów zł do 617 milionów. Musicie przyznać, że dla rządu, który potrafi tylko rozdawać pieniądze, rządu, który wygasza gospodarkę i inwestycje, to łakomy kąsek! – zauważa Jarosław Makowski z portalu Newsweek.pl.

PiS nie toleruje organizacji pozarządowych, gdyż to dzięki nim obywatele są wolni i niezależni. Potrafią samodzielnie myśleć i działać, co dla autorytarnej władzy o zapędach totalitarnych jest po prostu nie do przyjęcia! Obywatel ma być bowiem posłusznym „baranem”, który zrobi dosłownie wszystko, czego zapragnie jego nieomylny „pasterz”!

Lepsze jest wypierane przez gorsze. O tym, jak „K….a, miało nie być żadnych na wózku…”, a także o tym, że jednak można sprawić innym radość

U obecnej władzy wszystko musi być państwowe, narodowe – centralnie, czy też odgórnie zarządzane. Piętnaście lat temu byłem w takim miejscu – w szpitalu rehabilitacyjnym w miejscowości, która nosi taką samą nazwę, jak największe mocarstwo światowe… O ironio!

Na dzień dobry usłyszałem słowa, które – oczywiście w ocenzurowanej formie – zacytowałem powyżej. Z racji tego, iż jestem osobą znacznie niepełnosprawną ruchowo, która potrzebuje pomocy w podstawowych czynnościach – jak mycie, karmienie – i mam niewyraźną mowę, znaczna część personelu uznała mnie za człowieka, który jest upośledzony umysłowo i kompletnie nic nie rozumie. „Upoważniało” to panią pielęgniarkę oraz panią terapeutkę do słania pod moim adresem niewybrednych uwag i epitetów.

W ciągu ostatniego (niekalendarzowego) roku miałem okazję, zaszczyt i przyjemność być na dwóch obozach, które zorganizowała bardzo dobrze znana w Polsce fundacja. Bardzo chciałbym wymienić w tym miejscu jej nazwę, gdyż bez wątpienia zasługuje ona na nieustanną promocję. Obawiam się jednak, że w obecnym kontekście byłby to dla niej swoisty „‚pocałunek śmierci”. A tego bym naprawdę nie chciał.

To właśnie na tych obozach, pomimo swojej ułomności, bardzo wielu niedoskonałości i braku ogromu umiejętności, czułem się równym wśród wszystkich koleżanek i kolegów. Zajęcia obozowe miały dla mnie charakter nauki, sprawdzenia siebie i dobrej zabawy zarazem. Sporo się nauczyłem (poniekąd także swojej osoby), parę sprawdzianów z pewnością oblałem, co przyznaję z pokorą. Bawiłem się jak nigdy, zarazem ucząc się po raz kolejny – poniekąd na nowo – życia.

A zaczęło się „niewinnie”. Po ukończeniu trzydziestego roku życia odczułem ogromną potrzebę zmian. Chciałem (i nadal chcę) nauczyć się samodzielności, odciążyć moich rodziców. Mimo wszystko, zrobić coś samemu. Wyrwać się na chwilę ze swojego środowiska, sprawdzić samego siebie, stawić czoła swojej ułomności i słabościom, poznać nowych ludzi i miejsca, zaspokoić choć niewielką część swoich największych pragnień. Przeżyć jeszcze coś ciekawego w swoim życiu, które – szczególnie po ukończeniu studiów – postrzegam jako coraz bardziej nudne i monotonne.

Udało mi się znaleźć organizację pozarządową, która dała mi znacznie więcej niż początkowo oczekiwałem. Dzięki niej jestem aktywny zawodowo i społecznie. A takich jak ja są tysiące. Dlaczego więc legalnie wybrana w demokratycznym państwie prawa władza chce odebrać nam coś cennego?

Dzieje się tak, ponieważ własną ideologię polityczną i egoizm swojego wodza stawia ona ponad dobro obywateli. Zdecydowana jest przez to zniszczyć całkowicie społeczeństwo obywatelskie, które – obok stanowionego prawa i gospodarki wolnorynkowej – stanowi filar demokracji. Owszem, nie jest ona ustrojem idealnym. Jednakże wszelakie próby szukania dla niej alternatywy lub modyfikowania jej kończyły się ogromnymi tragediami w dziejach ludzkości.

Ma to także miejsce teraz, tutaj – bardzo blisko nas. Z każdym dniem, w imię iluzorycznych korzyści materialnych dla niektórych, wszyscy tracimy swoją wolność i podmiotowość.

Uważa się powszechnie, że obecna władza zwraca szczególną uwagę na ludzi dotychczas społecznie i ekonomicznie wykluczonych. Dlaczego jednak tych „starych” wykluczonych zastępuje się „nowymi”, łamiąc przy tym podstawy aktualnego ustroju państwowego i napuszczając ludzi przeciwko ludziom?

Homo homini lupus (est) — Człowiek człowiekowi (jest) wilkiem! Cel uświęca środki. Obydwie te maksymy mówią w zasadzie wszystko na temat filozofii politycznej, której hołduje Prawo i Sprawiedliwość oraz sam Jarosław Kaczyński.
 
Czy jako jeszcze wolne społeczeństwo chcemy i potrafimy się temu przeciwstawić?
 
Czekam na Wasze opinie na ten temat. Szczerze zachęcam do zamieszczania komentarzy pod moim wpisem.
 
W swoim tekście wykorzystałem fragment artykułu z portalu Newsweek.pl Jarosława Makowskiego, pt. Atak PiS na organizacje pozarządowe nie powinien dziwić.
 
Foto: Flickr.com.

Komentarze

komentarzy

Dodaj komentarz