Śmierć pożywką dla politycznych szaleńców

Spodobała Ci się OpinioLogia lub jej część? Poleć ją innym!

XX wiek to dwie największe wojny i wiele innych wojen na mniejszą skalę, kataklizmy i katastrofy, które pochłonęły miliony ofiar. Jeśli spojrzeć na samą II wojnę światową, to trudno oprzeć się wrażeniu, że była to epoka śmierci. Najwięksi zbrodniarze, jak choćby Hitler czy Stalin, traktowali śmierć jako instrument pozwalający im osiągać cele: polityczne, gospodarcze, terytorialne jak i te najbardziej plugawe – wynikające z ich chorej psychiki, która nakazywała im budować świat odnowa, według ich wizji, które oni sami uważali za jedyne słuszne.

Wojna i śmierć nie są niczym nowym i rzadkim także w XXI wieku. Obok nas toczy się wojna na Ukrainie, wszyscy też odczuwamy skutki wojny, jaka toczy się w Syrii… Można tak w zasadzie wymieniać i wymieniać. Nie zawsze jednak trzeba prowadzić wojnę, aby wykorzystywać śmierć do bieżącej polityki – w tym jako instrument zdobywania i utrzymywania władzy. Innymi słowy, nie trzeba prowadzić wojny, żeby za pomocą śmierci wygrywać dla się profity polityczne, takie jak władza, posłuch i służący im zamęt.

I taka właśnie polityka jest uprawiana przez Prawo i Sprawiedliwość, które na ten szczególny odcinek wysunęło Antoniego Macierewicza – człowieka obłąkanego, nieobliczalnego i gotowego do każdych posunięć. Wyniki badań katastrofy smoleńskiej, które zaprezentowali tzw. „eksperci” Macierewicza wśród prawdziwych znawców tematu zasługuje tylko na jedno miano – bełkot. Nie jest bowiem intencją tego zbiorowiska wyjaśnienie czegokolwiek. Oni mają na celu wykreowania swojej „prawdy”. Potrzebny jest bowiem mit założycielski nowego państwa, którego dla siebie i dla swoich wiernych wyznawców chce Jarosław Kaczyński.

Smoleńsk – nową religią państwową, eminencją – Jarosław Kaczyński, pierwszym kapłanem – Antoni Macierewicz, który w dniu katastrofy udał się na obiad, a następnie pociągiem, w przedziale z zasłoniętymi oknami, uciekł do Polski. Nie udał się na ratunek swoim przyjaciołom, swojemu prezydentowi, którego dobrego imienia tak zaciekle broni. Nie pomógł żadnej z 96 ofiar, a teraz bez mrugnięcia okiem chce bezcześcić ich ciała i zakłócać ich wieczny spokój po to, aby on i Jarosław Kaczyński mogli trwać przy władzy.

Kim są tacy ludzie? Psychopatami? A może trzeba już zacząć mówić wprost o nekrofilii politycznej? Co tak naprawdę – w kontekście rozgrywania polityki śmiercią – różni tych dwóch od Adolfa Hitlera czy Józefa Stalina?

Niech każdy sam odpowie sobie na to pytanie. Nie trzeba bowiem mordować, żeby politykę śmierci uprawiać.

 

Warto przeczytać: Podkomisja smoleńska wchodzi na szczyty. Szczyty niegodziwości – Polityka.pl

Komentarze

komentarzy

Dodaj komentarz