Pomniki ku umocnieniu dyktatury Kaczyńskiego

Spodobała Ci się OpinioLogia lub jej część? Poleć ją innym!

Polska przeżyła w swojej historii bardzo wiele tragedii. Niejedne z nich zasługują na szczególną pamięć, choć pamięta się o nich słabo albo nie pamięta się o nich w ogóle. Jako państwo, jako naród przeżyliśmy także wiele podniosłych i wspaniałych chwil, jednak to ze świętowaniem tego typu rocznic mamy zawsze największy problem. Sukces ma bowiem zawsze wielu ojców, a porażka jest sierotą. Są też tacy, którzy – przez to, że ich udział w owym sukcesie jest o wiele mniejszy – potrafią go bagatelizować, a często przedstawiać jako porażkę.

W związku z powyższym, martyrologiczna mentalność Polaków sprawia, że łatwiej przychodzi nam świętowanie tragedii – choćby najbardziej odległych – niż sukcesów, nawet tych najbardziej namacalnych i oczywistych. Owy mesjanizm narodowy, który zafundował nam Adam Mickiewicz pokutuje w nas już w zasadzie drugie stulecie i końca jego nie widać.

O tragediach i katastrofach, które dotknęły Polskę i Polaków można by napisać kilkutomową, jeśli nie kilkunastotomową, encyklopedię. Nie śmiem tutaj podejmować się wymienienia choćby niektórych, gdyż byłoby to automatyczne pominięcie, a wręcz nieumyślne lekceważenie pozostałych.

Zastanówmy się jednak nad tym, co byłoby, gdybyśmy każdą z tych tragedii chcieli upamiętnić pomnikiem? Musielibyśmy chyba zdecydować się na ekspansję terytorialną, żeby mieć je gdzie poustawiać.

Czemu ma zatem służyć budowa pomników upamiętniających katastrofę pod Smoleńskiem z 10 kwietnia 2010 roku? Czy naprawdę trzeba aż tak ogromniej inwazji w przestrzeń publiczną i psychologiczną Polaków, żeby o niej pamiętać? Jesteśmy naprawdę aż tak ignoranckim i tępym narodem, żeby o niej zapomnieć? Co z rodzinami ofiar katastrofy, które nie życzą sobie tego, ażeby z ich ogromnego dramatu robiono sobie ogólnonarodową hucpę? Oni też są. Oni mają percepcję świata inną niż Jarosław Kaczyński oraz członkowie i wyznawcy jego partii. Oni chcą mieć swoich bliskich wyłącznie dla siebie, tylko w swojej pamięci… I bez najmniejszych wątpliwości mają do tego pełne prawo!

Nie chodzi tutaj bowiem o pamięć o ofiarach katastrofy smoleńskiej. Pomniki te mają być miejscem kultu dla Lecha Kaczyńskiego, a strażnikiem będzie jego brat Jarosław, który niejako w testamencie „otrzymał misję” utworzenia zupełnie nowego państwa, które w zasadzie nie może być niczym innym, jak tylko „własnością intelektualno-filozoficzną” tych dwóch postaci. Nie ma być to więc demokratyczne państwo prawa oparte na społeczeństwie obywatelskim. Musi zaistnieć państwo woli –  woli wodza realizującego święty testament wielkiego męczennika, który ofiarował swoje bohaterskie życie za naród i ojczyznę!

Czy naprawdę jesteśmy na to gotowi i zdecydowani? Czy chcemy być Koreą Północną Europy? Czy mamy jeszcze na tyle siły w sobie, żeby to wszystko zatrzymać i odzyskać to, na co przez pokolenia tak ciężko pracowaliśmy i dzięki czemu przez te kilka ostatnich lat mogliśmy być w końcu dumni i zarazem tak pozytywnie zwykli, teraźniejsi, choć patrzący z optymizmem w przyszłość – normalni?

Każdy z nas powinien samemu sobie odpowiedzieć na powyższe pytania, a z uzyskanych odpowiedzi wyciągnąć racjonalne, a już na pewno szczere, wnioski.

Komentarze

komentarzy

Dodaj komentarz