Platforma Obywatelska — prawdziwa alternatywa czy konkurencja dla PiS?

Spodo­ba­ła Ci się Opi­nio­Lo­gia lub jej część? Poleć ją innym!

Plat­for­ma Oby­wa­tel­ska chce zająć miej­sce PiS. Czy jest ona praw­dzi­wą alter­na­ty­wą? A może Sche­ty­na chce być jedy­nie kon­ku­ren­tem Kaczyń­skie­go?

Tego typu pyta­nia moż­na sobie zada­wać po tym, jak naj­więk­sza par­tia opo­zy­cyj­na zamiast być prze­ci­wień­stwem Pra­wa i Spra­wie­dli­wo­ści sta­ła się jego kon­ku­ren­cją na zasa­dzie: kto lep­szy w… Czy to jest wystar­cza­ją­ca stra­te­gia na wygra­nie kolej­nych wybo­rów i prze­ję­cie wła­dzy? Śmiem w to wąt­pić.

PO naj­praw­do­po­dob­niej liczy tak­że i na to, że ban­dy­tier­ka, jaką Jaro­sław Kaczyń­ski sto­su­je wobec pań­stwa i spo­łe­czeń­stwa pol­skie­go pocią­gnie go na dno z tym całym szem­ra­nym towa­rzy­stwem, a jej samej zapew­ni powrót do wła­dzy. Czy upo­śle­dze­nie poli­tycz­no-spo­łecz­ne par­tii rzą­dzą­cej jest oby tego gwa­ran­tem? Nie. A już na pew­no nie jest to stra­te­gia, któ­ra zapew­ni nam dal­szy roz­wój — zarów­no w lidze euro­pej­skiej, jak i świa­to­wej.

Uchodźcy — pierwsza konkurencja w wyścigu po władzę

Kwe­stia przyj­mo­wa­nia bądź nie­przyj­mo­wa­nia uchodź­ców nale­ży dzi­siaj bar­dziej do tych zgo­ła poli­tycz­nych ani­że­li mery­to­rycz­nych. Dzi­siaj nie ma nawet zna­cze­nia fakt, że głos Kościo­ła Kato­lic­kie­go — a zwłasz­cza same­go papie­ża Fran­cisz­ka — jest prze­ciw­ny temu, co gło­szą ci, któ­rzy samym Kościo­łem i wia­rą w ogó­le walą po łbach swo­ich adwer­sa­rzy poli­tycz­nych.

Naj­waż­niej­sze, że to co gło­szą pada dzi­siaj na podat­ny grunt. Daje im posłuch, któ­ry zapew­nia wła­dzę. Rozu­mia­ło to dosko­na­le Pra­wo i Spra­wie­dli­wość, dla któ­re­go roz­po­czę­cie dys­ku­sji na ten temat na forum Unii Euro­pej­skiej oka­za­ło się być nie­oce­nio­nym pre­zen­tem wybor­czym i tym czymś, co w bar­dzo łatwy spo­sób pozwa­la punk­to­wać dzi­siej­szą opo­zy­cję.

Taką filo­zo­fię dzia­ła­nia poli­tycz­ne­go pró­bu­je dziś przy­jąć Plat­for­ma Oby­wa­tel­ska. Jesz­cze w 2015 roku ówcze­sna pre­mier Ewa Kopacz mówi­ła o koniecz­no­ści przyj­mo­wa­nia uchodź­ców. Pada­ły argu­men­ty w sty­lu gest soli­dar­no­ści czy też fakt, iż Pol­ska przy­ję­ła w latach 90. ponad 80 tys. ludzi z Cze­cze­ni. Cho­dzi­ło, moim zda­niem, o chęć bycia w głów­nym nur­cie euro­pej­skiej poli­ty­ki. Za samą chęć bycia w owym nur­cie ganić nie nale­ży. Pro­blem w tym, że w kon­tek­ście uchodź­stwa, a ostat­nio imi­gra­cji w ogó­le, nie jest w nim znacz­na część pol­skie­go spo­łe­czeń­stwa.

I nie cho­dzi mi tutaj o debi­li, któ­rzy doko­nu­ją napa­ści na tle raso­wym czy reli­gij­nym. Wykrzy­ku­ją kse­no­fo­bicz­ne i anty­se­mic­kie hasła, mając przy tym wspar­cie rzą­dzą­cych i czę­ści Kościo­ła. Dzi­siaj śmia­ło masze­ru­ją w Pol­sce ci, któ­rych ide­olo­gicz­ni “‘boha­te­ro­wie” znisz­czy­li Pol­skę, Euro­pę i inne rejo­ny glo­bu ziem­skie­go pod­czas II woj­ny świa­to­wej. Masze­ru­ją jed­nak nie dla tego, że mają rację. Ich mar­sze są na rękę tym, któ­rzy mają wła­dzę i chcą ją mieć za wszel­ką cenę.

Jest to jed­nak osob­ny temat do ana­li­zy i deba­ty. Cho­dzi przede wszyst­kim o to, że powyż­sza posta­wa ma rację bytu w spo­łe­czeń­stwie. Dla­te­go nale­ży ją przed­ło­żyć nad zdro­wy roz­są­dek i popraw­ność poli­tycz­ną. Pro­blem Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej nie pole­ga na tym, że już nie chce dzi­siaj — pod wpły­wem koniunk­tu­ry poli­tycz­nej — wpusz­czać do Pol­ski imi­gran­tów. Rzecz w tym, iż pozwo­li­ła ona sobie narzu­cić nie­chlub­ny rodzaj nar­ra­cji, któ­ry jest wła­ści­wy cho­ciaż­by takim osob­ni­kom, jak były już ksiądz Jacek Mię­dlar.

Spra­wa uchodź­ców musi być dzi­siaj roz­wią­za­na w spo­sób cywi­li­zo­wa­ny, któ­ry będzie odpo­wia­dał stan­dar­dom Euro­py Zachod­niej. Nale­ży odróż­nić uchodź­ców od imi­gran­tów zarob­ko­wych, wyzna­czyć ramy asy­mi­la­cji oraz inte­gra­cji. Jasno zde­fi­nio­wać poję­cia kon­tak­tu kul­tu­ro­we­go oraz dyfu­zji kul­tu­ro­wej. Wyja­śnić istot­ną róż­ni­cę mię­dzy nimi — tak spo­łe­czeń­stwom Euro­py, jak i samym imi­gran­tom. Nasze poglą­dy, zwy­cza­je i oby­cza­je mają pra­wo się róż­nić, mają pra­wo funk­cjo­no­wać obok sie­bie. Nikt jed­nak niko­mu nie może nicze­go narzu­cać, a pra­wo gospo­da­rza do wła­snej aksjo­lo­gii musi być zawsze usza­no­wa­ne przez przy­by­sza. On tak­że ma pra­wo do prak­ty­ko­wa­nia wła­sne­go świa­to­po­glą­du i kul­ty­wo­wa­nia swo­jej reli­gii, jeśli tako­wą wyzna­je, na prze­strze­ni sobie wła­ści­wej — nie naru­sza­jąc przy tym prze­strze­ni oso­bi­stej innych.

Jeże­li przyj­mie­my powyż­sze za model, a nawet pew­ną filo­zo­fię dzia­ła­nia, odsu­nie­my popu­li­stów od wła­dzy. Zaże­gna­my groź­bę neo­ko­mu­ni­zmu i neo­fa­szy­zmu (nie­kie­dy w dziw­ny spo­sób ze sobą pomie­sza­nych) w pań­stwach euro­pej­skich.

Druga konkurencja — 500+

Swo­istym batem PiS na opo­zy­cję jest pro­gram “Rodzi­na 500+”. Nar­ra­cja par­tii rzą­dzą­cej w tej kwe­stii jest pry­mi­tyw­nie pro­sta, żeby nie użyć okre­śle­nia pro­stac­ka: my tra­ci­my wła­dzę — wy tra­ci­cie 500 zło­tych na dzie­cia­ka. Spro­wa­dza się w ten spo­sób znacz­ną część spo­łe­czeń­stwa, kosz­tem pozo­sta­łej jego czę­ści, do roli bior­ców, któ­rych w ten spo­sób uza­leż­nia się od ludz­kich panów, dając im gwa­ran­cję trwa­nia u wła­dzy za wszel­ką cenę — kosz­tem ist­nie­nia wol­no­ści, spo­łe­czeń­stwa oby­wa­tel­skie­go czy demo­kra­tycz­ne­go pań­stwa pra­wa w ogó­le.

Niby czemu dla wszystkich, choć jednocześnie nie dla wszystkich?

To, co budzi mój naj­więk­szy sprze­ciw odno­śnie “500+” jest brak kry­te­rium docho­do­we­go. Z jakiej racji naj­bo­gat­si i w mia­rę boga­ci mają korzy­stać z pro­gra­mu socjal­ne­go? Może­my zakli­nać rze­czy­wi­stość na róż­ne spo­so­by i twier­dzić, że pro­gram demo­gra­ficz­ny socjal­nym nie jest, ale fak­ty i tak zawsze pozo­sta­ną fak­ta­mi.

Moż­na by tutaj zadać kil­ka istot­nych pytań. Dla­cze­go pierw­sze dziec­ko jest gor­sze od dru­gie­go i kolej­nych, choć w świe­tle pra­wa wszy­scy są rów­ni? Dla­cze­go pań­stwo wspie­ra boga­te rodzi­ny kosz­tem dziec­ka, któ­re ma tyl­ko jed­ne­go rodzi­ca i niko­go wię­cej? Dla­cze­go w ten spo­sób mamy wspie­rać ludzi leni­wych i kom­bi­na­to­rów?

Dlaczego naszym kosztem?

Zasta­na­wia mnie dla­cze­go nikt pra­wie nie mówi o kosz­tach pro­gra­mu, któ­re pono­si­my my sami — resz­ta spo­łe­czeń­stwa, któ­ra dzie­ci nie ma. Nikt nie mówi bowiem o codzien­nych kwo­tach, któ­re pła­ci­my, robiąc cho­ciaż­by zaku­py w spo­żyw­cza­ku czy na sta­cji ben­zy­no­wej.

Obci­na­ne są środ­ki na róż­ne pro­gra­my, któ­re są reali­zo­wa­ne przez orga­ni­za­cje poza­rzą­do­we. Tra­cą na tym naj­słab­sze gru­py spo­łecz­ne — w tym oso­by nie­peł­no­spraw­ne.

Tego typu przy­kła­dy moż­na by w zasa­dzie mno­żyć. Ilu z Was ma lub mia­ło poczu­cie, że czymś istot­nym dla sie­bie pła­ci lub zapła­ci­ło za “500+”? Mi takie poczu­cie nie jest obce.

Nie twier­dzę, że z pro­gra­mu nie wyni­ka wie­le pozy­ty­wów. Jest ich bez wąt­pie­nia dużo. Nie nale­ży jed­nak utrzy­my­wać cze­goś na kre­dyt, a już na pew­no roz­sze­rzać na kolej­nych bene­fi­cjen­tów, któ­rzy dosko­na­le sobie bez tego pora­dzą.

Nie rozu­miem w związ­ku z tym Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej, któ­ra nie ma odwa­gi, by wysu­nąć postu­lat wpro­wa­dze­nie kry­te­rium docho­do­we­go. Chce ona jedy­nie, aby był koniecz­ny waru­nek posia­da­nia pra­cy lub jej aktyw­ne­go szu­ka­nia. Ok. Ma to jakiś sens. Spra­wie­dli­we jest też obję­cie pro­gra­mem, jeże­li ma już on w ogó­le funk­cjo­no­wać, pierw­sze­go dziec­ka. Nie fun­duj­my jed­nak raju na zie­mi boga­tym i naj­bo­gat­szym. Spo­łe­czeń­stwa na to nie stać.

War­to było­by pomy­śleć tak­że o tym, czy zawsze te pie­nią­dze są wyda­wa­ne na potrze­by dziec­ka, a jak czę­sto na suto zasta­wia­ny stół tatu­sia i/lub mamu­si, do któ­re­go ono samo jest dopusz­cza­ne w bar­dzo wąskim zakre­sie — o ile w ogó­le — gdyż alko­hol (nawet ten z naj­wyż­szej pół­ki) zde­cy­do­wa­nie nie jest dla nie­go.

Wiek emerytalny jako konkurencja trzecia

Jest to kolej­ny temat, któ­ry pozwa­la popu­li­stom trwać u wła­dzy. Jak bowiem posłu­gi­wać się nawet naj­bar­dziej rze­tel­ny­mi dany­mi eko­no­micz­ny­mi, fak­ta­mi mówią­cy­mi o gło­do­wych eme­ry­tu­rach w przy­szło­ści, o niżu demo­gra­ficz­nym, któ­re­go nawet “500+” nie zli­kwi­du­je, jeśli o tym wszyst­kim dys­ku­tu­je­my ze swo­im ojcem, mat­ką, wuj­kiem czy ciot­ką?

Swój pogląd na temat obni­ża­nia wie­ku eme­ry­tal­ne­go wyra­zi­łem we wpi­sie Wcze­śniej­szy wiek eme­ry­tal­ny. Wpa­dli­śmy w pułap­kę popu­li­zmu z 22 listo­pa­da 2016 roku. Zachę­cam do jego (być może ponow­nej) lek­tu­ry.

Jak się oka­zu­je, w taką samą pułap­kę popu­li­zmu wpa­dła dziś Plat­for­ma Oby­wa­tel­ska, choć sama wcze­śniej wiek eme­ry­tal­ny pod­nio­sła. Była to wte­dy decy­zja racjo­nal­na (choć nie do koń­ca mądrze “zapro­jek­to­wa­na” i nale­ży­cie wytłu­ma­czo­na spo­łe­czeń­stwu — na co zwró­ci­łem uwa­gę we wpi­sie, któ­ry pole­ci­łem powy­żej) i nie­ste­ty koniecz­na. Szcze­ra i uczci­wa poli­ty­ka wobec oby­wa­te­li pole­ga przede wszyst­kim na podej­mo­wa­niu decy­zji nie­po­pu­lar­nych i trud­nych — zwłasz­cza dla nich samych.

Odpo­wie­dzial­na par­tia poli­tycz­na (szcze­gól­nie, jeśli rzą­dzi lub chce być u wła­dzy) w demo­kra­tycz­nym pań­stwie pra­wa XXI wie­ku powin­na być odpo­wie­dzial­nym mena­dże­rem spo­łe­czeń­stwa, z któ­rym ma obo­wią­zek ści­śle współ­pra­co­wać. Nie może być ona nato­miast dobrym wuj­kiem, któ­ry zanad­to daje innym kosz­tem bar­dzo wie­lu dru­gich. Plat­for­ma tra­cąc odwa­gę bycia kon­se­kwent­ną w kwe­stii eme­ry­tur sta­je się owym wuj­kiem na wzór PiS-u.

A rdzen­ni wybor­cy PO nie chcą dzi­siaj laj­to­wej wer­sji sek­to-par­tii Jaro­sła­wa Kaczyń­skie­go. Chcą cze­goś, co będzie jej cał­ko­wi­tą anty­te­zą, real­ną alter­na­ty­wą, a nie tyl­ko kon­ku­ren­cją, któ­ra zmie­ni jedy­nie bar­ba­rzyń­skie oby­cza­je na te bar­dziej cywi­li­zo­wa­ne, a zło­wro­gie, zakom­plek­sio­ne i zacie­trze­wio­ne twa­rze na te bar­dziej przy­ja­zne i czę­ściej uśmiech­nię­te.

Chce­my par­tii, któ­ra pocią­gnie nas w przy­szłość, a nie w prze­szłość. W głąb Zjed­no­czo­nej Euro­py, a nie poza nią. W kie­run­ku wol­no­ści, pra­wo­rząd­no­ści, tole­ran­cji i postę­pu, nie zaś w kie­run­ku popu­li­zmu, zaścian­ko­wo­ści, wiecz­nych uro­jeń i kom­plek­sów. Nie w kie­run­ku inte­lek­tu­al­ne­go znie­wo­le­nia, auto­ry­ta­ry­zmu mogą­ce­go zawsze prze­ro­dzić się w tota­li­ta­ryzm.

Czy ist­nie­je w Pol­sce taka par­tia? Czy są wśród nas ludzie goto­wi dzi­siaj pod­jąć się tak trud­ne­go, a zara­zem tak bar­dzo koniecz­ne­go wyzwa­nia?

A może musi­my jesz­cze przez jakiś czas na nich pocze­kać?

Komentarze

komen­ta­rzy

Dodaj komentarz