Od socjalu do tragikomedii. Czyli czym się żywi współczesna dyktatura

Spodobała Ci się OpinioLogia lub jej część? Poleć ją innym!

Obecny ustrój w Polsce można określać na trzy sposoby: kroczący coraz większymi krokami autorytaryzm, dyktaturę jednego człowieka albo „demokrację widzi mi się”, czyli dokładnie taką, na jaką nam – „ciemnemu ludowi” – Jarosław „Polskę zbaw” Kaczyński pozwoli.

Jak z normalnego europejskiego kraju zrobić „dziecko specjalnej troski”? Otóż nie jest to wcale nic trudnego. Wystarczy bowiem – jak na prawdziwego patriotę przystało – przedstawić swój własny kraj jako kompletne bagno, ruinę czy też – jak to określił reprezentujący majestat Najjaśniejszej Rzeczypospolitej – „ojczyznę dojną”, obiecać więcej niż ekonomia z logiką razem wzięte uniosą, sprytnie wykorzystać zagrożenia zewnętrzne i mieć odrobinę szczęścia, na które składają się ordynacja i frekwencja wyborcza – nie tylko społeczeństwa jako ogółu, ale także poszczególnych jego grup.

Po spektakularnie wygranych wyborach można już śmiało pokazać społeczeństwu gest Kozakiewicza i zacząć wyprowadzać demokrację tylnymi drzwiami. Przednimi się nie da, gdyż nie pozwala na to taka mała wredna książeczka zwana dalej Konstytucją RP i strzegący jej przy espresso i ciasteczkach kolesie.

Sprawa nie jest jednak prosta, gdyż owej książeczki zaczyna bronić suweren, a raczej gorszy sort Polaków, którego coraz większą aktywność należy jak najszybciej zdyskredytować. Urządza się zatem spektakl pt. „Audyt”, który z prawdziwym audytem nic wspólnego nie ma. Z chóralnie obiecanego chleba nie za wiele wyjdzie, więc igrzysk nadszedł czas – i nie chodzi o te w Rio.

Będziemy więc teraz widzami serialu pt. „Komisje śledcze i areszty” oraz zbierania haków i plucia na tych, którzy ośmielą się postrzegać świat inaczej niż wódz narodu. A że naród naiwny, po części naiwny i bez wątpienia konsumpcyjny, to potrwa to jeszcze chwilę. Wszystko zależy od tego, jaką dyktatura ma zdolność kredytową w przenośni i dosłownie.

Komentarze

komentarzy

Dodaj komentarz