Facebook jest dla ludzi… Należą także do nich Trump, Putin czy Kaczyński

Facebook - logo

Spodobała Ci się OpinioLogia lub jej część? Poleć ją innym!

Facebook jest dla ludzi, jak wszystko inne na tym świecie. Należą do nich także Donald Trump, Władimir Putin, Jarosław Kaczyński i im podobni politycy, którzy niekoniecznie grają w otwarte karty. Nie zawsze, a raczej nie często, według zasad, które napisała liberalna demokracja i związana z nią kultura polityczna.

Nie twierdzę oczywiście, że któryś z tych czy innych polityków spędza czas na Facebooku i uprawia tam aktywną politykę – co do jednego z nich jestem o tym nawet święcie przekonany. Mają oni jednak od tego armie ludzi, których zadaniem jest nie tylko trafić z odpowiednim dla swojego pryncypała politycznego przekazem do milionów osób na całym świecie, bowiem nie o zwykły przekaz tutaj chodzi… Prawdziwą stawką w tej grze jest wykreowanie przez polityka nowej rzeczywistości, w którą ci ludzie uwierzą, a co najważniejsze – za którą będą gotowi podążać bez względu na wszystko, ze zdrowym rozsądkiem włącznie.

Facebook – rozwija demokrację czy ją niszczy?

Powyższe pytanie zadaje sobie coraz więcej znawców, którzy funkcjonują na płaszczyznach polityki, biznesu i Internetu zdominowanego przez media społecznościowe.

Dlaczego tak się dzieje?

Sean Parker, pierwszy prezes Facebooka, uważa, że medium to potrafi w doskonały sposób wykorzystać podatność naszej psychiki do budowania własnej popularności. Strumień reakcji użytkowników tego portalu społecznościowego – jak uważa Parker – na umieszczane w nim treści jest jednocześnie podstawą dla funkcjonowania głównego algorytmu, na którym się on opiera. Tworzy to tzw. pętlę utwierdzania się w słuszności własnych przekonań. Wykorzystuje ona sposób działania ludzkiego mózgu.

Czy Facebook jest zagrożeniem dla aktu wyborczego?

Na pierwszy rzut oka może wydawać się, że jest wręcz przeciwnie. Wydaje nam się bowiem, że mamy nieograniczony dostęp do informacji, na podstawie których podejmujemy własne i niczym nieskrępowane decyzje. Tak do końca nie jest. To nadawcy treści wybierają nas jako potencjalne ofiary i kierują przekaz zgodny z ich intencją.

Może, a nawet z pewnością w ogromnym stopniu ma to przełożenie na proces decyzyjny, który dokonuje się podczas glosowania w powszechnych wyborach.

Rok 2017 był zdecydowanie trudny dla firm technologicznych, zwłaszcza tych z sektora mediów społecznościowych. Problemy takie, jak dezinformacja, fałszywe informacje rozprzestrzeniające się w mediach społecznościowych w niekontrolowany sposób, a także możliwość manipulacji na procesach demokratycznych z ich pomocą przyniosły wzrost nieufności opinii publicznej w stosunku do tych kanałów dystrybucji treści – podaje portal gospodarczy wnp.pl.

Facebook i fake news w życiu publicznym

Facebook - logo

Facebook – logo

Źródło: Pixbay.com

Facebook stał się idealnym miejscem do stosowania broni XXI wieku. I nie mam na myśli tutaj broni chemicznej czy biologicznej. Tą bronią jest po prostu dezinformacja, której szczególną postacią stał się fake news – z ang. kłamliwe wiadomości.

Celem dezinformacji jest przyciągnięcie uwagi odbiorców oraz zaszkodzenie danej osobie, instytucji czy państwu.

Fake newswykonaniu Władimira Putina

Według węgierskiego Instytutu Kapitału Społecznego (PCI) zajmującego się badaniem portali dezinformacyjnych w Europie, za większość nieprawdziwych wiadomości odpowiadają źródła na usługach rosyjskiego rządu. Oficjalnymi kanałami antyzachodniego przekazu są telewizja Russia Today i portal Sputnik News posiadający 33 wersje językowe. Ponadto rosyjskie służby finansują instytucje tworzące kłamliwe wiadomości w internecie. Zatrudnieni w nich internauci piszą kłamliwe artykuły, które mają na celu destabilizację sytuacji politycznej na Zachodzie. Według śledztwa dziennika „The Guardian” duża liczba portali dezinformacyjnych jest zarządzanych z Macedonii –  podaje Tygodnik Polityka – Polityka.pl.

Polska – ofiara rosyjskiej dezinformacji od 2013 roku

Po protestach na Majdanie w 2013 roku Kreml skupił się na rozpowszechnianiu nieprawdziwych informacji w Polsce. Robili to najczęściej posługujący się językiem polskim Rosjanie – pracownicy rosyjskich wydawnictw, które publikowały kłamliwe wiadomości. Komentarze, których byli autorami miały charakter prorosyjski lub antyukraiński.

W żadnym z ministerstw polskiego rządu nie funkcjonuje wydzielona komórka, która byłaby odpowiedzialna za walkę z dezinformacją – co jest przeciwieństwem w stosunku do innych państw regionu. Polskie MSZ nie udzieliło też do tej pory kadrowego wsparcia ESC –  unijnej grupie, która walczy z fake newsami.

Zamiast wspierać ESC specjalistami z doświadczeniem dziennikarskim, MSZ wysyła ich w miejsca, które uznaje za bardziej priorytetowe. Warto dodać także, iż organizacje pozarządowe, które zajmują się wykrywaniem rosyjskiej propagandy w Polsce podkreślają brak finansowego wsparcia ze strony instytucji publicznych.

Facebook – to dzięki niemu Donald Trump wygrał wybory

Oczywiście w głównej mierze dzięki niemu. Swój udział, aczkolwiek niewątpliwie znacznie mniejszy, miały w tym także inne media społecznościowe – jak chociażby Twitter.

Symptomem rosnącej potęgi mediów społecznościowych była brutalna kampania przed wyborami prezydenckimi w USA. Spowodowały one, że przestała istnieć różnica między sferą publiczną a prywatną. Donald Trump wygrał dzięki zjawisku, które przyjęło się dziś określać jako antypoprawność polityczną.

Nowe media, jak choćby Facebook czy Twitter, zwalniają w ludziach pewne hamulce. Dawniej na temat polityki zdarzało nam się wypowiadać w sposób agresywny tylko w wąskim gronie – wśród rodziny, znajomych etc. Dziś poprzez social media stało to się normą w życiu publicznym, które dzięki nim jest o wiele bardziej dostępne w zasadzie dla każdego.

A czy każdy powinien mieć wpływ na kreowanie rzeczywistości politycznej? Uważam, że nie każdy. Śmiem nawet twierdzić, iż w niektórych skrajnych przypadkach powinno dotyczyć to także biernego prawa wyborczego.

Internet jest bardziej podatny na występowanie stanów emocjonalnych typu strach, gniew czy ksenofobia w odróżnieniu od tradycyjnych mediów, które jednak do pewnego stopnia są poddawane pewnej presji wizerunkowej. Aczkolwiek, jak się spojrzy na obecne media tzw. publiczne w Polsce, to łatwo dojść do wniosku, że wizerunek ten nie zawsze musi być imperatywem.

Facebook przyczynił się do wygranej Kaczyńskiego

Stał  się on bowiem miejscem, gdzie ogromną rolę w wygranej partii Jarosława Kaczyńskiego odegrali e-hejterzy – tzw. trolle.

Samo trollowanie nie jest w Internecie nowym zjawiskiem. Jest to pewnego rodzaju orgia intelektualna, albo wręcz zboczenie umysłowe charakterystyczne dla ludzi, którzy czerpią satysfakcję z uprzykrzania życia innym. Odbywa się to poprzez przekaz słowny i/lub ikonografię. Nie są jednak oni spychani na margines społeczny, jak można by było tego oczekiwać. Coraz częściej i chętniej zatrudnia się ich do robienia tzw. czarnego PR-u. Dotyczy to także, a może nawet przede wszystkim polityki.

Dla każdego, kto obserwuje przestrzeń publiczną w Polsce oczywistym jest, iż media prawicowe nie opisują wydarzeń… One je po prostu kreują! Zamiast rzetelnej informacji przekazują słowa lub zdania wyrwane z kontekstu.

Hejt w reżimie Kaczyńskiego

Za najbardziej masowy hejt w Polsce to właśnie one odpowiadają najbardziej. O ich propagandowej roli w reżimie, który konsekwentnie tworzy Jarosław Kaczyński pisałem na OpinioLogii 29 stycznia 2017 roku.

Aby przekonać się, że przekaz obecnej władzy opiera się głównie na hejcie i propagandzie wystarczy przypomnieć sobie festiwal antysemityzmu, a w jego ramach do bólu chamskie, prostackie i prymitywne żarty, jaki w ostatnim czasie zaserwowała nam TVPiS Jacka Kurskiego – specjalisty od czarnego PR-u.

Cała narracja władzy w kontekście ustawy o IPN, jak i wcześniejsze wybryki debili ze swastyką na ramieniu, sprawiły, że rok 1968 powrócił – i to nie w kontekście obchodów rocznicy wydarzeń, lecz poprzez częściowe odbudowanie atmosfery polityczno-społecznej, jaka wówczas panowała. Przyczyniła się do tego obecna władza, która na konflikcie ze wszystkimi, podburzaniu każdego przeciwko każdemu i permanentnym szukaniu wroga – tak w kraju, jak i na zewnątrz, także wśród sojuszników – opiera swój sens istnienia.

Gorszy sort, łże elity, pasożyty czy ludzkie pany – to zaledwie część z jakże licznych argumentów, które potwierdzają powyższą tezę.

Facebook jest dla ludzi – nie dla idiotów

Fake newsy trafiają do nas, ponieważ są promowane poprzez reklamę na Facebooku. Swoje istnienie zawdzięczają one istnieniu chciwych platform o bardzo wysokiej niekompetencji, lukom w algorytmach oraz naiwnym użytkownikom, którzy są skłonni do podsycania podziałów w społeczeństwie. W takim spojrzeniu na ten czy inny portal społecznościowy można rzeczywiście uznać, iż jest on zagrożeniem dla demokracji.

Zachęcam w tym miejscu do przeczytania bardzo ciekawego artykułu Larry’ego Kima, który opublikował Sprawny Marketing.

Facebook jest jak miasto nocą. Ilu rodziców wypuściłoby na nie swoje dziecko?

W kontekście tego, co napisałem do tej pory, można by się zastanowić nad rolą Facebooka i innych portali społecznościowych w życiu młodych ludzi. Nie jestem i pewnie nigdy nie będę ekspertem od wychowywania dzieci.

Mogę jednak zadać następujące pytanie – ilu rodziców puściłoby swoje nieletnie, a czasami kilkuletnie, pociechy bez opieki do miasta w porze nocnej? Zapewne garstka, do której zaliczałbym raczej przypadki patologiczne. A ilu z tych porządnych pozwala swoim pociechom, aby były one aktywne na Facebooku i innych mediach społecznościowych? Ilu spośród pozwalających sprawdza aktywność swoich podopiecznych, którą tam uprawiają? Ilu reaguje?

Facebook jest jak miasto – w dzień stwarza wiele ciekawych możliwości, które są przeznaczone także, a nawet w większości, dla młodych, natomiast w nocy może być on po prostu dla nich niebezpieczny. A sam rozdział na dzień noc nie musi być tożsamy z tym powszechnie rozumianym. Niepatologicznym dzieciakom także zdarzają się nocne wędrówki po mieście… Robią to jednak wtedy pod opieką dorosłych.

Facebook jest także dla ludzi biznesu

Choć ostatnio postanowił utrudnić im życie.

Zostały zmniejszone zasięgi organiczne, które decydują o popularności fanpage’y należących do firm i innych podmiotów. Decyzja była podyktowana tym, iż coraz więcej firm posiada własną stronę na Facebooku, przez co traci on – jak sam uważa – swój społecznościowy charakter. Już w 2015 roku funkcjonowało ponad 50 milionów takich stron. Dziś jest ich oczywiście znacznie więcej.

Biznes dalej będzie oczywiście na Facebooku, zmieni się tylko kolejność wyświetlanych postów na rzecz tych prywatnych. Warto więc dalej prowadzić swojego fanpage’a, robiąc to w ciekawy sposób i przyciągając przez to ludzi, którzy mogą decydować o tym, czy posty z konkretnej strony będą wyświetlać się w pierwszej kolejności.

Na przykładzie Fanpage’a OpinioLogii pokażę, jak to zrobić:

Fanpage OpinioLogii

Facebook – Fanpage portalu opiniotwórczego OpinioLogia

Stwierdzę to raz jeszcze: Facebook jest dla ludzi!

To od nas zależy bowiem, w jaki sposób będziemy z niego korzystać.

To my zdecydujemy, które treści są istotne z naszego punktu widzenia i jaki, jeśli w ogóle, wywierają one na nas wpływ.

To od nas musi zależeć, czy i do jakiego stopnia, a przede wszystkim, w jaki sposób, osoby nieletnie będą aktywne na Facebooku.

Od nas zależy wizerunek firmy – naszej lub tej, w której (a nierzadko i dla której) pracujemy.

Przytłaczająca większość zależy od nas!

Zgadzacie się ze mną?

Jeśli tak, to grupa Co tam, Panie, w Polityce?, która stanowi integralną część Fanpage’a OpinioLogii, jest po to, abyście to potwierdzili. Jeżeli macie natomiast zgoła odmienne zdanie – również serdecznie zapraszam.

Źródło: portal gospodarczy wnp.pl, Tygodnik Polityka – Polityka.plSprawny Marketing

Foto: Fanpage OpinioLogii, Pixbay.com

Komentarze

komentarzy

Dodaj komentarz